Same początki tej idei sięgają dużo wcześniej, niż powstała sama nazwa FYF. Pierwsze myśli pojawiały się już na początku lat dwutysięcznych, gdzieś w okolicach 2004 roku, kiedy byłem jeszcze młodym sportowcem i tak naprawdę nie spodziewałem się, że jako zwykły chłopak z normalnej rodziny mogę osiągać jakiekolwiek sukcesy na arenie międzynarodowej.
Byłem raczej typem marzyciela. Z jednej strony wierzyłem, że marzenia mogą się spełniać, z drugiej strony nie zawsze potrafiłem uwierzyć, że te największe mogą kiedyś dotyczyć także mnie. Mimo to miałem w sobie upór, który kazał sprawdzać, jak daleko można dojść, dlatego krok po kroku pracowałem nad swoim rozwojem.
W 2007 roku zdobyłem kwalifikację olimpijską na igrzyska w Pekinie 2008. To był moment, który pokazał mi, że nawet z pozoru zwyczajna historia może zaprowadzić bardzo daleko. Moja droga sportowa prowadziła dalej i ostatecznie doprowadziła mnie aż do igrzysk olimpijskich w Rio 2016.
Sport był moim pierwszym wielkim marzeniem. Medal olimpijski miał być jego zwieńczeniem, symbolem drogi, którą przeszedłem jako zawodnik. Nie wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak kiedyś sobie wyobrażałem. Dotarłem na igrzyska, ale nie udało się zdobyć medalu.
Jednocześnie już dużo wcześniej, jeszcze przed trzydziestym rokiem życia, miałem w głowie inne marzenie. Wiedziałem, że gdy zakończę karierę sportową, mniej więcej w okolicach czterdziestego roku życia chciałbym stworzyć coś własnego i zbudować biznes. Zawsze miałem w sobie potrzebę planowania życia z wyprzedzeniem, nawet jeśli wiedziałem, że rzeczywistość potrafi czasem zaskoczyć zupełnie inaczej.
Przez wiele lat moim światem był przede wszystkim trening. Często był to po prostu trening i jeszcze więcej czystego, technicznego treningu. Z perspektywy czasu widzę jednak coś, czego wtedy nie dostrzegałem: czasem zawodziła motywacja, czasem samodyscyplina, a w tym wszystkim brakowało czegoś bardzo prostego: chwili zatrzymania, refleksji, mentalnej higieny. Nie było nic stałego, co przypominałoby mi, dlaczego zacząłem i kim naprawdę chcę się stać, dlatego dziś wiem, że był to brak nie techniczny, lecz ludzki.
Pod koniec mojej kariery zawodniczej, gdzieś w okolicach 2020 roku, zaczęło pojawiać się coraz silniejsze poczucie, że w sporcie, ale też w codziennym życiu, często brakuje właśnie takich prostych przypomnień o kierunku. Wtedy zaczęła się w mojej głowie klarować idea, która z czasem przyjęła nazwę FYF – Form Your Future.
Zostanie trenerem również nie było czymś, co planowałem od początku. Do tej pracy namówiła mnie moja koleżanka i trenerka, początkowo traktowałem to raczej jako ciekawostkę po zakończeniu kariery zawodniczej. Dopiero z czasem zobaczyłem, jak wiele ta rola potrafi nauczyć i jak bardzo zmienia sposób patrzenia na sport.
Pracując z młodymi zawodnikami, zobaczyłem rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem tak wyraźnie. Wielu z nich ma ogromny talent, ale często brakuje im jednego: spokoju i cierpliwości w drodze do celu.
Zbyt łatwo pojawia się pośpiech, szukanie skrótów i nadmierne skupienie na wyniku zamiast na pracy, która do niego prowadzi. Dlatego w pracy z zawodnikami staram się przekazywać im bardzo prostą zasadę: rób swoje, krok po kroku, spokojnie i konsekwentnie.
Często powtarzam im obraz, który dobrze oddaje tę drogę: masz iść jak czołg przez las, prosto przed siebie, nie zatrzymując się na każdej gałązce czy małym drzewku, które pojawia się po drodze. Jeśli wiesz, dokąd zmierzasz, przejedziesz przez nie i podążysz dalej.
To podejście zaczęło bardzo szybko przynosić efekty. Zawodnicy, z którymi pracuję, zaczęli zdobywać medale na mistrzostwach Europy i Świata. Nie dlatego, że pojawił się nagle cudowny sposób na sukces, ale dlatego, że zaczęli spokojnie i konsekwentnie wykonywać swoją pracę.
Z czasem utwierdziłem się w zasadzie, którą często im powtarzam:
dobra, technicznie ukierunkowana praca × cierpliwość × wiara = sukces
I właśnie ta filozofia stała się fundamentem FYF.
Tworzę tę markę, żeby dawać coś, czego sam kiedyś potrzebowałem, a czego zabrakło. Nie wielkie hasła i nie kolejne instrukcje, ale drobne przypomnienia, sygnały, które mogą towarzyszyć w codzienności: na czapce, bluzie czy ekranie.
FYF nie ma inspirować na siłę. Ma przypominać, cicho i spokojnie, że kierunek jest ważniejszy niż chwilowy wynik, a satysfakcja z drogi często znaczy więcej niż jednorazowy sukces.
Sport nauczył mnie jednego: wynik cieszy chwilę, ale prawdziwą wartość ma to, czy wieczorem czujesz zadowolenie i spokój.
Dlatego powstają krótkie filmy i treści FYF, które mają pomóc zatrzymać się na moment, złapać właściwy kierunek i po prostu nie zapominać, po co zaczynasz.
FYF Form Your Future powstało właśnie z tej drogi.
założyciel FYF


